z pamiętnika młodego wynalazcy…

•Maj 22, 2011 • Dodaj komentarz

Poprosiłam Starshefę, żeby mi zrobiła kawę ze spienionym mlekiem.  Oczka jej się zaświeciły… a niech dziecko ma trochę radości w życiu i pobawi się spieniarką.

Siedzę sobie grzecznie w pokoju nie wadząc nikomu, kiedy nagle dobiegły mnie z kuchni jakieś dzikie krzyki. Huh?

Do pokoju wpada Starshefa oblana mlekiem i ze spieniarką wplątaną we włosy. Chyba wolę nie wiedzieć jak tego dokonała, ale pół godziny zajęło wyplątanie tego (byłoby szybciej z golarką ale mi zabroniła) 

Hmmm… kawy z mlekiem się chyba nie napiję, ale może kiedyś będę mogła się pochwalić, że znałam osobiście odkrywcę spieniarki do włosów… Takie rzeczy tylko ze Starshefą🙂

XOXO

Josephinka

.

Zaatakowała mnie, kiedy sięgałam mleko z lodówki. Dałam się podejść😉

Zapomniałaś jeszcze dodać, że rower wybuchł :) 

O, żal!

•Maj 2, 2011 • 2 komentarzy

2 maja, dzień wolny od pracy, przynajmniej dla nas. Człowiek śpi sobie w najlepsze, bo do późna oglądał powtórkę ślubu Kate i Williama, a tu nagle jak nie huknie! Jak już pozbyłam się zatyczek i zerwałam na równe nogi, to dotarło do mnie, że to budzik Josephinki… Wyjątkowo irytujący…. Czekam, aż wyłączy, a ta nic… Patrzę – leży na szafce, to podchodzę i weź tu kilkaj odpowiednie przyciski w dotykowym panelu z trzęsącymi się łapami i będąc na wpółprzytomna… A ta se śpi w najlepsze za ścianą…

A była 6:50! Rano…:/

Dodatkowo: Wszyscy losują bilety na Euro 2012 tylko nie ja.   O, żal! A w warszawskich sklepach nie ma dziś mięsa mielonego. O, żal!

.

Nawet słyszałam ten budzik, ale zastosowałam logiczne myślenie: „skoro Starshefa jest w pokoju, w którym telefon z dzwoniącym budzikiem się znajduje to po co ja mam wstawać skoro ona ma bliżej?” Logiczne? Logiczne! Zupełnie nie wiem o co to wielkie hallo. Można powiedzieć, że powinna mi podziękować. Dzięki mnie miała szansę wstać o świcie i zrobić wiele konstruktywnych rzeczy. Miała szanse zmienić świat! Ale nie! Postanowiła spać dalej. Ja chciałam dobrze, ale nikt nigdy nie docenia osób, które próbują popchnąć innych do robienia konstruktywnych rzeczy!🙂

.

Jak ja Cie popchnę, to spadniesz z balkonu… Prosto w skalniaczek…😉

Faza na dziś:

The Kills – Future Starts Slow

Zima zima, wina ni ma :(

•Listopad 29, 2010 • Dodaj komentarz

J. … wyraź swoją opinię temat aury za oknem…

@$@^%^%^&&*&^*(W@%$!#%$^%&^&%^&@!!#$#%&   (zadzialała cenzura)

Zastanówmy się wspólnie co J. miała na myśli…

a) jezu jak ja kocham zimę! chodźmy na spacer na Pole Mokotowskie!

b) jest tak pięknie i tak biało! Świat wydaje się lepszym miejscem!

c) k……………………………………………………………………………a!!!!!!!!!!

Wyjaśnij nam🙂

Ufam, że twoja inteligencja Cię nie zawiedzie w rozwiązaniu tej zagadki🙂

Trochę już późno na spacery na Pole Mokotowskie, ale jeśli nalegasz..

&$&#$(_))&(^&$@&%^*((*%#

zabijam Cię w tej chwili w myślach na 1.000 sposobów. Nie przeszkadzaj, bo sprawia mi to dużą przyjemność <buja w obłokach>

Znaczy, że na tym spacerze chcesz się śnieżkami rzucać? No dobrze….

To proponuję, żebyś się do parku przeprowadziła😛

Gostynin, Tworki, Świecie – witamy w Trojmieście

•Wrzesień 8, 2010 • 2 komentarzy

Ludzkie pojebanie objawia się w różnych sytuacjach. Nasze jest bardzo widoczne.  Przytoczę pewną sytuację z dziś:

<Josephinka i Starshefa jak codzień piją>

Starshefa: Jak wrócisz z łazienki to może już nie być twojego drinka…

<S. chowa drinka>

<Po chwili J. wraca z łazienki>

Starshefa: Twój drink poszedł sobie uszcześliwiać inne alkoholiczki…

Josephinka: <ryk> (*S. wyjaśnia „jakem pedagog o nieposzlakowanej opinii, w życiu się z takim rykiem nie spotkałam”)

<J. ucieka do swojego pokoju i rzuca się z rykiem na łóżko>

Starshefa: Chodź poszukamy go…

Josephinka: <przez łzy> Na pewno już go nie ma…

(Po chwili)

Josephinka: Jesteśmy pojebane…

Starshefa: Naprawdę…

Ale przynajmniej zdajemy sobie z tego sprawę…

.

Dziś znowu zabijałyśmy robala na balkonie lakierem do włosów… Ostatnio naszą ofiarą był wielki pająk (one mają jakąś bazę na naszym balkonie), a wcześniej dzielny Fisz pomagał nam zabić wielkiego żuka, który wpadł nam do pokoju… A wystarczyłoby kupić Raid🙂

XOXO

Starshefa & Josephinka

* Gostynin, Tworki, Świecie – 3 największe instytucje dla wariatów w Polsce

Jak impreza to tylko w Warszawie, Warszawie…

•Sierpień 8, 2010 • 4 komentarzy

W ramach naszych rowerowych wypraw zawitałyśmy dzisiaj pod Pałac Prezydencki. A tam? Cuda i dziwy.

Obok grupy fanatyków, ktorzy chyba mają tam już meldunek czasowy, trzy razy liczniejsza grupa kontr-fanatyków. Wraz nimi wielki żólto-rożowy balon w kształcie kwiatka tzw „Ludwiczek” i transparent „Zburzcie ten pałac prezydencki! Zasłania mi krzyż” LOL

Tuż obok kolejne transparenty:

Najlepsza była jednak impreza techno pod pałacem i okrzyki „tak sie bawi, tak się bawi STO-LI-CA!”. Grupa ta trzymała nasz ulubiony transparent:

Wszystko mieszało się z okrzykami „Sprowadźcie szczątki świętego Tupolewa!”. Pod wpływem powyższych wydarzeń jeden z naszych znajomych postanowił nazwać syna „Jarosław”, a inny dopingował nas smsami „Odwagi! Przenieście ten krzyż!”.🙂 W poniedziałek się organizujemy i idziemy na manifestację o wdzięcznej nazwie „Akcja Krzyż”. Dla użotkowników fejsbuka ten oto link:

Akcja Krzyż

W oczekiwaniu na rozwój wypadków (czytaj Josephinka domagała się rozlewu krwi i krzyczała „zatłuc mohery”) udałyśmy się na przejeżdżkę nocą po starówce. Oczywiście przez zupełny przypadek odkrylyśmy wiele pięknych miejs, do których już pewnie nigdy nie trafimy, z powodu kompletnego braku orientacji w terenie i znajomości topografii starego miasta🙂 Nie zraziła nas nawet nasza ostatnia „przygoda na Mariensztacie” która przerodziła się w oberwanie chmury i przymusowy postój w bramie. Składamy również gratulacje i podziękowania architektom i konstruktorom, którzy budowali Aleje Ujazdowskie, za fantastyczne przystosowanie ich do jazdy rowerem. Teraz to nasze ulubione miejsce na przejażdżki.

Jeżdżąc na rowerach spiewamy sobie:

Irena Santor – Jak przygoda to tylko w Warszawie oraz Irena Santor – Warszawa, ja i ty, a także: Irena Santor – Chcecie, to wierzcie… Wychodzimy sobie z Koszykowej, a tam MDM😉 ale 18stką tylko do Carrefoura jeździmy😉

XOXO,

Bojowniczki Jospehinka i Starshefa

Pędzone z wiatrem poprzez świat szeroki…

•Lipiec 23, 2010 • 1 komentarz

Prosze Państwa,

oficjalnie następuje koniec świata. Dwa downy (gdyby ktoś miał wątpliwości mówimy o sobie) znalazły w końcu Wisłę🙂

Mamy nowe hobby – wspólne wielogodzinne przemieszczanie się po mieście na jednośladach.  Stwierdziłyśmy, że Warszawa jest miastem zajebiście przyjaznym rowerom. Nawet kierowcy są mili i ustępują miejsca. Ze starymi babami jest większy problem bo z premedytacją zajmują całą przestrzeń, dlatego wyjeżdżamy dopiero po zmroku. Co prawda nie mamy oświetlenia z przodu, bo Starshefa nie ma wcale, a Josephinki nie działa, ale dajemy radę. Zresztą nasze gadanie z daleka słychać, co czasami doprowadza nas do niezauważenia przeszkód na drodze w postaci innych ludzi na przykład, ale to tylko mały problem. Nie mamy również dzwonka, ale hamulce Starshefy są i tak dużo bardziej donośne.🙂

Ogólnie uważamy, że miasto jest piękne szczególnie w nocy, a nasz mały kwadracik na Mokotowie („kwadracik” to nie mieszkanie, bo to mamy „100-metrowe”) kochamy ponad wszystko.

Szczególne pozdrowienia należą się operatorom śmieciarek oraz paniom zamiatającym ulice, którzy na zmianę budzą nas codziennie o 6 rano, ale opanowałyśmy do perfekcji zasypianie chwilę później. Buziaki również dla pana wiolonczelisty z IV piętra. Coraz lepiej panu idzie. Dziś nawet nie miałyśmy ochoty Pana zabijać.

Na koniec przytoczymy naszą rozmowę odnośnie zdrowego trybu życia lansowanego przez J. po tym jak Starshefa wróciła do Warszawy po tygodniowej nieobecności:

Josephinka: bo ja teraz biorę śniadanie do pracy

Starshefa: ale poważnie bierzesz?

J: no nie, bo ciebie nie było i nie mial mi kto robić, ale teraz już mogę🙂

S: a jak mnie nie będzie to mam ci zrobić kanapki na każdy dzień tygodnia i zostawić w lodówce?

J: nio <robi smutną minkę>

S: załamka

XOXO

S. & J.

Faza na dziś: Skaner – Nadzieja (zazwyczaj to śpiewamy jeżdżąc po mieście, z podziałem na role oczywiście. Szykujemy się na podbój karaoke w barze Tola na Polu mokotowskim😉 )

Płynie Wisła płynie po polskiej krainie…

•Lipiec 22, 2010 • Dodaj komentarz

Gdyby jeszcze rok temu ktoś mi powiedział, że będziemy z J. chodzić na rower, nie uwierzyłabym… Gdyby ten ktoś dorzucił, że jeździłybyśmy po Warszawie – wyśmiałabym… Ale wytoczyłyśmy się wczoraj na rowery. Zaczęłyśmy spokojnie na Polu Mokotowskim, po czym wpadłyśmy w dziurę czasoprzestrzenną i znalazłyśmy się w zupełnie abstrakcyjnym miejscu, w którym nie miałyśmy prawa wyjechać, ponieważ kierowałyśmy się w zupełnie inną stronę…

Wpadłyśmy też na genialny pomysł, żeby jechać nad Wisłę… Jedziemy sobie, jedziemy i jedziemy i wylądowałyśmy na Belwederskiej zastanawiając się ciężko gdzie jest Wisła… W miejscu gdzie według naszych obliczeń powinna być rzeka były… Łazienki… Dwa downy na rowerze…

Zrezygnowane podjechałyśmy do parku Morskie Oko, gdzie spadł mi łańcuch na morderczych podjazdach godnych Tour de France. Kiedy mocowałyśmy się z łańcuchem, na tle zachodzącego słońca zamajaczyła postać pewnego niedźwiedzia grizzly, którego nie lubimy spotykać. Krzyk J. i była już na drugiej stronie parku, zostawiając mnie na pożarcie, kiedy próbowałam wskoczyć na rower i uciec… Dopędziłam ją po 10 minutach… Ciekawe czy w czasie lawiny w Himalajach też by uciekła😉

Zmęczenie i niepowodzenia w szukaniu niewidzialnej Wisły na szczęście wynagrodził nam wieczorem alkohol  :D

Buziaki od Pijaczek😀

 
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.